Kardynał Dominik Duka – w gronie wybitnych postaci Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie

dukaPrzyczyny głębokiej laicyzacji społeczeństwa oraz sytuacja Kościoła w Republice Czeskiej to kwestie poruszone w rozmowie z kard. Dominikiem Duką OP. 16 marca br. metropolita praski i Prymas Czech otrzyma doktorat honoris causa Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie. Na tej uczelni uzyskał on w 1979 roku kościelny licencjat z teologii biblijnej.

KAI: Księże Kardynale, na ile słuszne są twierdzenia, że Republika Czeska jest dziś jednym z najbardziej zsekularyzowanych krajów Europy? Jakie są tego przyczyny?

Kard. Dominik Duka: Chciałbym najpierw zauważyć, że sekularyzacja w Czechach zaczyna się już w XIX wieku. Spowodowane to było dwoma przyczynami. Po pierwsze zakazem przetłumaczenia na język czeski ogromnie ważnej encykliki społecznej Leona XIII „Rerum novarum”, ze stosunkowo dużym oporem przeciwko zakładaniu chrześcijańskich związków zawodowych czy tworzeniu innych form zrzeszeń robotników-katolików. Nie pozwalały na to władze we Wiedniu, które, o czym niewiele osób wie, były liberalne i antyklerykalne. Czechy do czasu powstania dualistycznej monarchii austro-węgierskiej w 1867 roku były, jak mawiały władze w Wiedniu, w istocie „państwem dewocyjnym”. Po tym wydarzeniu wielka część czeskiej inteligencji oderwała się od Partii Staroczeskiej, będącej jej reprezentantem w parlamencie. Powstała Partia Młodoczeska, inspirująca się wpływami francuskimi i hasłem: „Precz od Wiednia, precz od Rzymu”. Zjawisko to istniało także w pewnym stopniu na terenach pogranicznych, w Sudetach wśród ludności niemieckiej. Na przykład okolice miasta Nejdek, na północny zachód od Karlowych Warów, w drugiej połowie XIX wieku były najbardziej zateizowanym regionem Europy. Możemy więc powiedzieć, że z tych powodów Kościół stracił większą część robotników, bowiem socjaldemokracja wykorzystywała pewne symbole święcenia sztandarów, obozów narodowych jako swoistych pielgrzymek świeckich.

KAI: To zaskakujące, bo większość Polaków, ale także obywateli innych krajów Europy uważa, że w Czechach silne były raczej tradycje husyckie czy protestanckie.

– To prawda o tyle, że rozbudzony czeski nacjonalizm wykorzystywał postać mistrza Jana Husa jako krytyka Kościoła katolickiego i głównej postaci ruchu narodowego, który powinien być liberalny i niekatolicki, w istocie świecki, wykluczający wymiar religijny z życia publicznego. Trzeba też zauważyć, że słowa te nie dotyczą Moraw, gdzie sytuacja z powodów politycznych była inna. Z takim dziedzictwem wchodziliśmy w czasy pierwszej Republiki Czechosłowackiej. Pod koniec XIX wieku praski Uniwersytet Karola był reprezentantem społeczeństwa świeckiego, z wyjątkiem Wydziału Teologicznego oraz prof. Tomáša Garrigue’a Masaryka, który w swojej pracy „Kwestia czeska” wytworzył fikcję dziejów narodu. Kroczył tam drogą ewolucyjną, chociaż sam nie był ewolucjonistą w sensie darwinowskim. Jego zdaniem kwestia czeska jest problemem religijnym i był w tym zgodny ze swym adwersarzem, katolikiem niepraktykującym, a może raczej agnostykiem, prof. Josefem Pekařem. We wspomnianej „Kwestii czeskiej” Masaryk wytworzył wizję państwa, w którym Bóg jest sensem czeskiej historii, ale rozwój podąża od katolicyzmu, przez husytyzm do protestantyzmu, i dalej od protestantyzmu do oświecenia i wreszcie do liberalnego protestantyzmu. Jego myśl miała wielki wpływ na nauczycieli na przełomie XIX i XX wieku. Z tego powodu czeska szkoła stała się miejscem, gdzie zapanował nie tyle ateizm, co indyferentyzm religijny. Trzeba też pamiętać, że państwo czechosłowackie w 1918 roku powstawało w opozycji do idei monarchii habsburskiej, do dominującego katolicyzmu. Natomiast rolę religii państwowej, choć nie w formie deklaracji oficjalnej, odgrywał Kościół ewangelicki. Starał się to miejsce zająć także Kościół Czechosłowacki, ale prezydent Masaryk preferował protestantyzm. Sytuacja uległa zmianie w latach trzydziestych, za prezydentury Edvarda Beneša, który w katolicyzmie widział element jednoczący Czechosłowację. Był on przeciwny konfrontacji między Kościołem katolickim a państwem, zawsze zachowywał dystans.

KAI: Czy możemy wówczas mówić o ożywieniu katolicyzmu?

– Tak, tę sytuację całkowicie zmienił pierwszy zlot katolików czechosłowackich w dniach 28-30 czerwca 1935 roku. Był on swoistym połączeniem zjazdu katolików (Katholikentagu) i Kongresu Eucharystycznego, wyraźnie wspierając państwo czechosłowackie przeciw pojawiającym się zagrożeniom nazizmu i jego ideologii. Zjawisko to widać także w okresie II wojny światowej, kiedy premierem rządu emigracyjnego w Londynie był kapłan katolicki, ks. prał. Jan Šrámek, a w jego skład wchodził również ks. František Hála. Przez cały okres swej działalności rząd ten starał się utrzymywać relacje ze Stolicą Apostolską za pośrednictwem przebywającego w Rzymie nuncjusza w Czechosłowacji, abp Saverio Rittera. Trzeba bowiem pamiętać, że Stolica Apostolska była jednym z pierwszych państw, które uznało Republikę Czechosłowacką i także dzięki niemu oraz generałowi dominikanów, o. Stanisławowi Gillet’owi Państwo Watykańskie nie uznało traktatu monachijskiego, co spowodowało nową sytuację dla działalności Kościoła katolickiego w Czechosłowacji, a ukazało się to dopiero po II wojnie światowej. Tak więc okres 1945-1948 oznaczał w znacznej mierze wyraźny rozwój Kościoła katolickiego. Powróciło bowiem do niego wiele osób, które odeszły w latach dwudziestych do Kościoła czechosłowacko-husyckiego, czy też osoby indyferentne. Spowodowane to było również stanowiskiem Kościoła w okresie Protektoratu Czech i Moraw (1939-1945). W owym czasie pogrzeb kardynała Karla Kašpara (1870-1941) miał nie tylko znaczenie religijne, ale stał się również manifestacją polityczną, bowiem na uroczystość tę przybyli do Pragi biskupi z całej byłej Czechosłowacji, w tym i z Rusi Podkarpackiej. Właśnie kard. Kašpar w okresie Protektoratu stał się reprezentantem państwa i narodu.

KAI: Dla Polaków ta odmienna sytuacja jest pewnym zaskoczeniem. Mamy bowiem świadomość, że komuniści byli siłą obcą i legitymizowali swoją władzę, posługując się terrorem oraz fałszowaniem referendum w 1946 roku czy następnie wyborów w 1947 roku. 

– Owszem w tym czasie w Czechosłowacji wzrasta pozycja Związku Sowieckiego i partii komunistycznej. Trzeba bowiem powiedzieć, że wśród czeskiej inteligencji bardzo wyraźne były sympatie panslawistyczne i rusofilskie. Dzięki temu komunizm bez większych przeszkód mógł się pokusić o zdobycie władzy. Dla większości obywateli wydawał się on właściwą drogą do rozwiązania problemu niesprawiedliwości społecznej oraz dążenia do dobrobytu.

KAI: Nie sposób nie odnieść wrażenia, że relacja między Kościołem a państwem ma w Czechach szczególny, ścisły charakter. 

– Być może symbolem tej ścisłej więzi jest fakt, że katedra praska, podobnie zresztą jak katedra wawelska leży na terenie wzgórza zamkowego, tuż obok rezydencji czeskich królów i książąt, na Hradczanach. Ale musimy sobie jednocześnie zdawać sprawę, że relacja ta była znacznie ściślejsza, niż w szeregu innych krajach, choćby dlatego, że Praga jest stolicą Czech od samego ich początku, a katedra jest najważniejszą budowlą w ramach całej historii naszego narodu. Ponadto często spory między władcami a Kościołem nie dotyczyły ściśle kwestii wiary, czy niewiary, ale toczyły się one między braćmi, czy kuzynami, większość bowiem biskupów była związana z domem panującym więzami krwi. Jest to jedną z przyczyn, dla których biskupi prascy już w XIV wieku wyprowadzili się z Hradczan i zamieszkali w pobliżu mostu Karola, katedra zaś stała się katedrą królewską, a więc nie tylko miejscem spoczynku czeskich świętych, lecz także pochówku najwybitniejszych czeskich królów. Musimy zarazem mieć świadomość, że pierwszym naszym świętym jest monarcha, św. Wacław. W niej także dokonywały się koronacje. Ukazuje to rolę Kościoła na przestrzeni dziejów narodu. Natomiast do rozdzielenia Kościoła i państwa dochodzi w XIX wieku, i to jeszcze zanim zakorzeni się komunizm utopijny. Protagonistami tej myśli w duchu heglizmu ale także i utopijnego socjalizmu byli protestant, pierwszy nowożytny czeski historyk, František Palacký (1798-1876), nazywany ojcem narodu, pojmowanego jako zeskularyzowanego społeczeństwa, następnie pisarka, Božena Němcová (1820-1862), uznawana za prekursorkę nowej czeskiej prozy oraz jej przyjaciel, ksiądz František Matouš Klácel (1808-1882). Wypracowali oni ideę idealnego państwa, bynajmniej nie państwa Przemyślidów czy Luksemburgów, ale pogańskiej, słowiańskiej wspólnoty gminnej, w której majątek jest wspólny, gdzie husytyzm proklamowany jako kulminacja czeskiej historii, z fikcyjną, utopijną, nieprawdziwą historycznie ideą obozu, gdzie nie ma pieniędzy, ale wspólna kasa. Te wizje są przenoszone przez monarchię do jakiejś republiki socjalistycznej. Tę wizję polityczną w pewnym stopniu przyjął także Tomáš Garrigue Masaryk, pierwszy prezydent Czechosłowacji (1918-1935). Jednak idea ta stale powraca i trzeba powiedzieć, że nawiązywała do niej także w pewien sposób chadecka Partia Ludowa. Dlatego mogła stać się częścią tzw. Frontu Narodowego po roku 1945. Z tym dziedzictwem wstąpiliśmy do epoki komunizmu,

KAI: Pucz komunistyczny, w lutym 1948 roku stanowił niewątpliwie przełom w tych relacjach, chociaż szef partii, Klement Gottwald po przejęciu władzy zażyczył sobie uroczystego „Te Deum” w praskiej katedrze.

– To prawda. Trzeba przypomnieć, że prezydenci pierwszej republiki obejmowali urząd bez błogosławieństwa Kościoła. Prezydent drugiej republiki, po pakcie monachijskim, dr Emil Hácha, praktykujący katolik, będąc przekonanym, że przyczyną upadku pierwszej republiki była jej postawa antyklerykalna, sekularyzacyjna poprosił po swoim wyborze o nabożeństwo i „Te Deum”. Podobnie się stało w przypadku Gottwalda. Ówczesny prymas, abp Josef Beran (1888-1969) wahał się, a w końcu zażądał by Gottwald ślubował, iż zostanie zapewniona wolność religijna, i w końcu udzielił błogosławieństwa. Spotkało się to z pewnym oporem społecznym, a także krytyką ze strony Stolicy Apostolskiej. Trzeba jednak dodać, iż wspólne zaangażowanie w ruchu oporu, uwięzienie w obozach koncentracyjnych zbliżyło Kościół i społeczeństwo świeckie w tym i komunistów. Na przykład część hierarchii, w tym kard. Štěpán Trochta (1905-1974) wierzyli w możliwość porozumienia z państwem komunistycznym. Jednak wskazania jakie otrzymał kard. Beran doprowadziły go na pozycje radykalne i do przekonania o niemożliwości jakiejkolwiek współpracy z państwem komunistycznym, ale stało się to w roku 1950. Przez dwa lata Kościół poszukiwał możliwości pewnej koegzystencji, podejmując nawet kroki kontrowersyjne.

KAI: Pomimo tej postawy koncyliacyjnej Kościół w Czechosłowacji padł ofiarą wyjątkowo brutalnych prześladowań, niewiele ustępując w tym względzie wzorcom sowieckim.

– Tak, od 1950 zaczyna się, można powiedzieć, totalna zagłada Kościoła – to znaczy zamknięcie wszystkich szkół katolickich, prasy i publikacji, likwidacja klasztorów najpierw męskich, a później żeńskich, likwidacja seminariów duchownych, wraz z utworzeniem dwóch seminariów państwowych, w Pradze i Bratysławie, dla dwóch narodów – czeskiego i słowackiego, później usunięto Wydziału Teologicznego z Uniwersytetu Karola i przeniesiono seminarium do Litomierzyc, władze ograniczyły liczbę alumnów – ustanawiając „numerus clausus”, usunęły biskupów, ustanawiając wikariuszy kapitulnych, którymi byli ludzie wyznaczeni przez państwo. Ponadto reprezentująca tradycyjnie elektorat katolicki Partia Ludowa stała się w ramach Frontu Narodowego swego rodzaju „kwiatkiem do kożucha”, całkowicie podporządkowana partii komunistycznej. Wówczas mija też „pierwsze oczarowanie” sowieckim komunizmem. Zaczynają się czystki stalinowskie oraz przymusowa kolektywizacja na wsi. Nie powiedziałem wcześniej, że po I wojnie światowej jedna czwarta Czechów odeszła do utworzonego w 1920 roku Kościoła Czechosłowacko-husyckiego – będącego Kościołem narodowym. Po II wojnie światowej na skutek dekretów Benesza – przymusowego wysiedlenia ponad 3 milionów Niemców, z których wielu było katolikami – ubyła kolejna jedna czwarta. Tak więc Kościół katolicki w okres dyktatury komunistycznej w połowie XX wieku wkraczał pomniejszony o połowę. Oczywiście okres „praskiej wiosny” w 1968 roku był pauzą w tym prześladowaniu i pozwolił Kościołowi na pewne wytchnienie. Nie oznaczało to jednak wolności religijnej. Tak więc po „aksamitnej rewolucji” w listopadzie i grudniu 1989 roku społeczeństwo czeskie okazało się obok dawnej NRD najbardziej zsekularyzowanym w Europie.

KAI: Czy myśli Ksiądz Kardynał, że zarówno na prześladowanie Kościoła w czasach komunistycznych, jak i specyfikę relacji między Kościołem a państwem wpływ miał józefinizm, czyli przekonanie, że państwo ma prawo decydować o sprawach Kościoła?

– Więcej, nie jest to tylko kwestia przeszłości. Dzisiaj bowiem, kiedy toczy się dyskusja o częściowym naprawieniu krzywd wyrządzonych przez reżim komunistyczny, to jedna trzecia wierzących nie zgadza się z samowystarczalnością ekonomiczną Kościoła, uznając, że zapewnienie środków na wsparcie jego misji jest obowiązkiem państwa. Zjawisko to dotyczy nie tylko Kościoła katolickiego, ale także innych Kościołów i wspólnot chrześcijańskich. Przy czym w wielu Kościołach protestanckich rola państwa jest jeszcze wyraźniej podkreślana, niż w czasach józefinizmu. Można więc powiedzieć, że wpływy te niewątpliwie istnieją.

KAI: Jednak w pierwszych latach po „aksamitnej rewolucji” można było dostrzec wiele entuzjazmu i nadziei, że po okresie prześladowań nadejdzie wreszcie wiosna i dynamiczny rozkwit Kościoła.

– W tych pierwszych pięciu latach po upadku komunizmu mieliśmy apogeum liczby powołań kapłańskich i zakonnych, utworzono szkoły kościelne, wznowiona została działalność Caritas Mogła ona skutecznie zastąpić brak sióstr zakonnych w dziedzinie charytatywnej i pomocy społecznej. Możemy także powiedzieć, że jeśli idzie o relacje w obrębie społeczeństwa współpraca niektórych ludzi Kościoła z osobami innych światopoglądów w ramach „Karty 77” oraz zbliżenie stanowisk, a następnie fakt, że władze po roku 1989 obejmowały ugrupowania centrowe wytworzyły nową sytuację. Owszem, możemy zauważyć, że pod koniec lat dziewięćdziesiątych minionego wieku mamy do czynienia z pewnym otrzeźwieniem. Nie udało się bowiem zrealizować wizji, że w dziesięć lat dogonimy Europę zachodnią, że uda się rozwiązać wszystkie problemy społeczne, prawne i gospodarcze. Miało to także pewien wpływ na postrzeganie Kościoła, który był jednym z budowniczych nowego ładu społecznego po listopadzie 1989 roku. Nie pozwalał on sobie bowiem na krytykę pewnych kroków błędnych, obawiając się, aby nie służyło to umocnieniu się dawnych członków partii komunistycznej, którzy w pewnym stopniu ukryli się także w innych partiach politycznych. Od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych mamy do czynienia ze stagnacją, pewnym rozczarowaniem także i z powodu tego, czego w Kościele nie udało się rozwiązać. Spowodowało to dwie reakcje: jedną – w stronę podkreślania tradycjonalizmu – „gdybyśmy byli wierniejsi tradycji, to sytuacja byłaby pomyślna pod każdym względem”, zaś druga – to zarzut, że nie jesteśmy dostatecznie postępowi, za mało współpracujemy z lewicą i stąd ten brak sukcesu. Sądzę, że obecnie te dwie tendencje schodzą na dalszy plan. Możemy również dostrzec, że ta forma sekularyzmu wywołuje pewne napięcie i stawia przed ludźmi pytanie, dlaczego mamy do czynienia nie tylko z kryzysem gospodarczym, ale także społecznym i moralnym. Na marginesie chciałbym zauważyć, że czeski sekularyzm, nie jest antyklerykalizmem we właściwym znaczeniu tego słowa, ale raczej indyferentyzmem religijnym. Otóż stwarza to dla Kościoła nową szansę, choć trzeba sobie zdawać sprawę, że nie będzie to łatwe, bowiem dyskusje toczące się na marginesie naprawienia szkód wyrządzonych Kościołowi przez nacjonalizację jego majątku często wykazują pewną dozę antyklerykalizmu. Należy jednak zauważyć, że samo naprawienie szkód jest konsekwencją decyzji parlamentu Czeskiej i Słowacji Republiki Federacyjnej z 1991 roku, zaś kwestie często nazywane błędnie „restytucjami” potraktowano jako jeden z argumentów w walce politycznej.

KAI: Często w Polsce, gdzie przez lata Kościół utrzymywał się jedynie z ofiarności wiernych, nie rozumiemy znaczenia, jakie dla Kościoła w Czechach ma sprawa niezależności finansowej od państwa.

– Trzeba jasno powiedzieć, że niezależność finansowa zwiększa zakres autonomii Kościoła i umożliwia partnerskie relacje między Kościołem a państwem. Tego chce zresztą zdecydowana większość obywateli naszego kraju. Wcześniej bowiem, od 1949 roku poczynając finanse Kościoła całkowicie zależały od budżetu państwa. Ustawa o naprawieniu szkód wyrządzonych Kościołowi oraz zapewnieniu jemu niezależności finansowej z listopada 2012 roku będzie wymagała szeregu lat wprowadzenia w życie, gdyż rewitalizacja Kościoła po roku 1990 zaangażowała znaczne siły Kościołów. Musiały się uczyć nowej sytuacji, uwarunkowań prawnych, instytucjonalnych, ale także stawiać czoła różnym atakom medialnym. W tej sytuacji między Kościołami chrześcijańskimi powstała mocna więź ekumeniczna. Jest w nią włączona także gmina żydowska, posiadająca status obserwatora w Czeskiej Radzie Ekumenicznej. Możemy więc mówić o koalicji ekumenicznej, która stwarza także nadzieję na współdziałanie w nowej ewangelizacji, którą musi podjąć Kościół w Republice Czeskiej. Trzeba natomiast powiedzieć, że wspomniana ustawa zmieni naszą sytuację. Nie będzie mogła istnieć parafia zarządzana przez jednego człowieka. Proboszcz nie jest w stanie prowadzić parafię duszpastersko i ekonomicznie sam. Dotyczy to także biskupa. Gdyby chciał on zarządzać diecezją samodzielnie, jako naczelny ekonom, na co zresztą nie pozwala mu prawo, przywiódłby tę diecezję do bankructwa. Ksiądz byłby laikiem w dziedzinie ekonomiczno-admnistracyjnej, ale będzie ekspertem w dziedzinie duchowości. Natomiast laikat będzie ekspertem właśnie w zakresie ekonomiczno-administracyjnym.

KAI: Dla Polaków zaskakująca jest właśnie znacząca obecność w działaniach czeskiego Kościoła ludzi świeckich, choćby, kiedy dowiadujemy się, że naczelnikiem duszpasterstwa więziennego jest kobieta, członkini Kościoła katolickiego. 

– Jest to związane z ekumenicznym charakterem duszpasterstwa, prowadzonego na poziomie asystentów duszpasterskich, dzięki zaangażowaniu osób posiadających wykształcenie teologiczne. Na przykład w naszej kurii arcybiskupiej w Pradze stosunek księży do osób świeckich wynosi 1:10. Ma to miejsce, gdy przygotowujemy się do zarządzania lasami i gospodarstwami rolnymi. Możemy więc powiedzieć, że w dziedzinie administrowania w Kościele nie mamy problemów z niedostatkiem kobiet, a raczej trzeba by bronić obecności mężczyzn. Mówię to oczywiście żartem, bo panie doskonale się sprawdzają w pracach administracyjnych.

KAI: Ojciec Święty Benedykt XVI, właśnie po wizycie w Republice Czeskiej w 2009 roku, zaproponował całemu Kościołowi inicjatywę określaną jako „Dziedziniec pogan”. Czy ta idea jest aktualna również w Czechach?

– Uznaliśmy, że w naszej ojczyźnie trafniejszą nazwą będzie „ Dziedziniec narodów”, żeby nie budzić negatywnych skojarzeń. Przed dwoma laty takie tygodniowe spotkanie miało miejsce w Pradze. Nie do końca się udało, ponieważ powstały pewne kontrowersje, jaki powinno mieć przebieg. Spotkało się z odzewem, także dlatego, że łatwiejszy był dostęp do środków przekazu. Tutaj chciałbym podkreślić zarówno znaczenie programowej obecności Kościoła w mediach publicznych, jak i fakt posiadania przezeń własnego radia i telewizji, mających swoje siedziby na Morawach. Są w nich obecne programy o charakterze ekumenicznym. W obecnej konfiguracji politycznej doszło również do wyraźnej współpracy wybitnych dziennikarzy czy prezenterów radiowych i telewizyjnych z mediami katolickimi, co sprawia ich większy wpływ na społeczeństwo.

KAI: Wiele razy Ojciec Święty apelował do Kościoła, żeby nie zamykał się w sobie, a katolicy byli uczniami-misjonarzami. Patrząc na dane statystyczne na pewno właśnie działania ewangelizacyjne należą do priorytetów. Jak usiłuje to wyzwanie realizować dzisiaj Kościół w Republice Czeskiej?

– Zadanie to naprawdę nie jest łatwe. Trzeba powiedzieć, że nie udało się nam zaszczepić idei Kościoła misyjnego. Nadal jest on postrzegany głównie jako szafarz sakramentów oraz nauczyciel uporządkowanego życia moralnego. Brak nam większego zainteresowania wyjściem ku społeczeństwu, to znaczy stawaniem się Kościołem nowej ewangelizacji. Tym niemniej istnieje cały szereg kroków, pomagających zmierzać w tym kierunku. Należy do nich obecność Kościoła w szkołach, istnienie szkół kościelnych, które nie mają wymiaru wąsko konfesyjnego, obecność Kościoła w wojsku, w policji i więziennictwie, gdzie musi się on otwierać, ale myślę że pomocą służyło nam w tym również Europejskie Spotkanie Młodych organizowane przez braci z Taizé na przełomie roku w Pradze. Do tego wydarzenia nawiązują pewne programy. Ponadto wiele zakonów czy wspólnot, jak na przykład Chemin Neuf wykonało w minionych pięciu latach wielką pracę na rzecz ewangelizacji miast. Ostatnią fazą była misja Czeskich Budziejowic, stutysięcznego miasta, będącego stolicą kraju południowoczeskiego. Przygotowywał on na ewangelizację Pragi, która odbędzie się na przełomie maja i czerwca bieżącego roku. Pewną jaskółką jest także wiedeński projekt „nocy kościołów”, który bardzo się sprawdził. Do tego doświadczenia nawiązywała akcja organizowanych odwiedzin żłóbków bożonarodzeniowych, dzięki czemu możemy powiedzieć, że ponad połowa obywateli Republiki Czeskiej w okresie Bożego Narodzenia odwiedza kościoły. Nie potrafię powiedzieć, jak wielu z nich uczestniczy w liturgii, ale wiemy, że udział w „Pasterkach” jest rzeczywiście rekordowy. W ten sposób podjęto kroki nowej ewangelizacji, w której uczestniczą także inne Kościoły chrześcijańskie.

Rozmawiali: o. Stanisław Tasiemski OP i o. Hieronim Kaczmarek OP

***
Kard. Dominik Duka OP urodził się 26 kwietnia 1943 r. w Hradec Králové w rodzinie oficera czeskiego wojska. W 1965 rozpoczął studia w seminarium duchownym w Litomierzycach, a w 1968 r. wstąpił do działającego w konspiracji zakonu dominikanów, przyjmując imię Dominik. Święcenia kapłańskie otrzymał 22 czerwca 1970. Pięć lat później władze komunistyczne odebrały mu pozwolenie na posługę duszpasterską i przez 15 lat o. Duka pracował jako kreślarz w zakładach “Škody” w Pilznie. W latach 1975-86 był wikariuszem prowincjała dominikanów. Był też odpowiedzialny za konspiracyjną formację kandydatów do zakonu. W 1979 r. uzyskał licencjat z teologii biblijnej na Papieskim Wydziale Teologicznym św. Jana Chrzciciela w Warszawie. W 1981 r. został skazany na 15 miesięcy więzienia za nielegalną z punktu widzenia komunistycznych władz działalność religijną. W więzieniu w Pilźnie-Borach poznał i zaprzyjaźnił się z późniejszym prezydentem niepodległej Czechosłowacji i Czech Václavem Havlem. W latach 1986-98 był prowincjałem dominikanów w ówczesnej Czechosłowacji, a następnie w Czechach i Morawach. Po 1989 r. kierował Konsultą Wyższych Przełożonych Zakonnych, a w latach 1992-96 był wiceprzewodniczącym Europejskiej Unii Wyższych Przełożonych Zakonnych. W latach 1990-99 wykładał teologię biblijną na Wydziale Teologicznym w Ołomuńcu. 6 czerwca 1998 r. Jan Paweł II mianował go biskupem Hradec Králové. Sakrę przyjął 26 września 1998. W latach 2004-2008 był też administratorem apostolskim diecezji litomierzyckiej. 13 lutego 2010 Benedykt XVI mianował go arcybiskupem praskim, z czym łączy się godność prymasa Czech. 18 lutego 2012 roku ten sam papież włączył go do Kolegium Kardynalskiego.

Zdjęcie:

Kard. Dominik Duka z Pragi /Josef Vostarek (PAP/CTK) /; rmf24.pl